czwartek, 19 marca 2015

Rozdział 1: *Astrid*- Czkawki znowu nie ma...

*Astrid*
Uchyliłam powieki bardzo po woli, tak by ostre światło wschodzącego słońca nie oślepiło mnie zbytnio. Przetarłam leniwie oczy i wstałam ziewają przy tym. Ubrałam się szybko i zeszłam po schodach na dół zaplatając po drodze włosy w wygodny warkocz. Zlustrowałam wzrokiem wnętrze chaty by upewnić się, że wszystko jest w należytym porządku, po czym bez dłuższych zastanowień wyszłam na dwór kierując się do pasieki Wichury. Wioska tętniła już życiem. Wszyscy kręcili się w tą i z powrotem głośno rozmawiając. Wciągnęłam rześkie powietrze do płuc, przymykając przy tym oczy. Chłodny wiatr delikatnie rozwiał moją grzywkę lecz nie przeszkadzało mi to zbytnio. Zerknęłam jeszcze kilka razy na pomarańczowe słońce po czym udałam się do mojego smoka.
- Hej maleńka.- Pogłaskałam przyjaciółkę, na co wydała z siebie radosny skrzek.  Rzuciłam jej kilka ryb znajdujących się w plecionym koszu obok domu.  Popatrzyłam przez chwile jak spożywa pokarm trzymając się rękoma pod boki, lecz po chwili ruszyłam w stronę domu Czkawki. Skoro mam zachowywać pozory, że nie wiem gdzie jest muszę iść do Valki na śniadanie jak by nigdy nic. Przed drzwiami leżał Chmuroskok, z którym również się przywitałam. Zapukałam w drewniane drzwi po czym uchyliłam je i weszłam. Valka właśnie stała w kuchni i robiła jajecznicę.
- Oo dzień dobry Astrid! - Mama Czkawki odwróciła się w moją stronę z wielką radością wymalowaną na twarzy. 

- Dzień dobry!- Odpowiedziałam jej równie entuzjastycznie, po czym zajęłam miejsce przy drewnianym stole podpierając brodę dłonią.
- Niestety Czkawka znowu gdzieś zniknął wiec zjemy same.- Valka wzruszyła ramionami po czym podała mi  talerz wypełniony żółtą papką wraz z widelcem.
- Oby tylko szybko wrócił. - Odpowiedziałam na odczepne by czym prędzej zakończyć ten temat i nie zważają na nic wzięłam się za spożywanie pysznego śniadania.
- Jakie plany na dzisiaj?- Valka usiadła na przeciwko mnie i również zaczęła .jeść.
- Skoro nie ma naszego wodza od siedmiu boleści, to trzeba przejąć jego obowiązki... znowu. - Wzdychnęłam głośno grzebiąc widelcem w jajecznicy.
- Pomogę ci, jeśli chcesz. - Kobieta spojrzała na mnie czule uśmiechając się przy tym. Pokiwałam głową przecząco. Ona i tak miała mnóstwo swoich zajęć, a ja przecież dam sobie radę.
- Nie chcę ci dodawać obowiązków. Spokojnie poradzę sobie. -  Machnęłam ręką wracając do jedzenia.
- Dobrze,  ale jak by co, wiesz gdzie mnie szukać. - Puściła mi oczko na co uśmiechnęłam się do niej szeroko.  Nim się obejrzałam mój posiłek zniknął z talerza.  Wstałam i poszłam do pokoju Czkawki po księgę smoków. Otworzyłam drzwi i ujrzałam ogromny bałagan. Pokiwałam głową z niedowierzaniem po czym zaczęłam zbierać z podłogi rozrzucone rzeczy. Na jasnego Odyna, ten chłopak naprawdę kiedyś się doigra. Jak można mieszkać w takim bałaganie?!! Przez moje ręce przeszło mnóstwo dziwnych i wręcz nie potrzebnych przedmiotów. Po jakiego ciorta potrzebny mu w pokoju młot z kuźni Pyskacza?!  Miałam wrażenie, że tonę w wysypisku śmieci i kiedy w końcu uporałam się zagraconą przestrzenią, posprzątałam resztę pokoju i pościeliłam rozgrzebane łóżko.  Schyliłam się szybko by wyciągać spod niego książę.  Gdy znalazła się w moich rękach wstałam i patrząc się na wykonaną pracę westchnęłam lekko. Wyszłam z pokoju i wróciłam z powrotem na dół.  Wtedy do domu wpadł zdyszany Pyskacz. Spojrzałam na niego ze zdziwioną krzywiąc się przy tym lekko.
- Valka gdzie Czkawka?! Potrzebuje jego pomocy! Miał być godzinę temu! Ludzie zaczynają się już denerwować!- Stanął w drzwiach oddychając szybko i ciężko oraz gestykulując przy tym rękoma. Valka tylko pokiwała niewinnie głową i wzruszyła ramionami. Odłożyłam księgę na stół i podeszłam do Pyskacza.
- Już się tak nie denerwuj, ja ci pomogę.- Na moje słowa uśmiechnął się wesoło i machnął ręką abym poszła za nim.  Przeszedł przez próg i zaczął kuśtykać w stronę jego kuźni. Zamknęłam za sobą drzwi i pobiegłam za nim.  Nie minęła chwila,  a już byliśmy na miejscu. Ludzie stali w kolejce przy otwartym, wielkim oknie, które zasłaniane było drewnianymi okiennicami.  Stanęłam w nim i zaczęłam przyjmować ludzi.  Pyskacz wziął się za cięcie drewna na siodła.  Każdy chciał zupełnie inne, przystosowane do swoich potrzeb.
- Gdzie ten Chłopak znowu się podział?  Cały Czkawka, jest identyczny jak jego ojciec gdy był w jego wieku. Odwróciłam się w stronę przyjaciela uśmiechając się lekko na to co mówi.  Popatrzył na mnie, przeczesując wąsy szczotką założoną na hak u jego ręki.
- Pewnie niedługo wróci. - Wzruszyłam obojętnie ramionami wracając do pracy.  Oby niedługo wrócił tak jak mówił, bo inaczej nie ręczę za siebie. Odbiegłam na chwilę myślami wyobrażając sobie w jaki to nowy i wymyślny sposób ten chłopak będzie się tłumaczyć. Jednak nie trwało to długo gdyż na ziemie ściągnął mnie ojciec Smarka, opisując dokładnie jak ma wyglądać skrzynia umieszczona za jego nowym siodłem.

  Popracowałam tu w spokoju przez jeszcze dość długi czas aż usłyszałam znany mi głos.
- Hej Astrid! Czkawka znowu sam poleciał?- Odwróciłam się w bok i ujrzałam machającego oraz idącego w moja stronę Śledzika.
- Hej, na to wygląda.- Odpowiedziałam mu leniwie krzyżując ręce na piersiach.
- Czyli, że jak?  Sama dziś prowadzisz lekcje na arenie? - Spojrzał na mnie z podziwem w oczach unosząc brwi do góry. Walnęłam się otwartą dłonią w czoło.  No tak! Przecież mam dzisiaj cztery lekcje! Nim zdążyłam przemyśleć jak to wszystko rozwiązać przyleciał lekko zestresowany Sączysmark. Zeskoczył z Hakokieła i podbiegł do mnie.
- Astrid! Byłem właśnie na patrolu w północnej części wyspy.  Jakiś statek tam płynie! - Zrobiłam zdziwioną minę zastanawiając się czy ktoś miał przypłynąć, jednak nic i nikt nie przyszedł mi do głowy.  No to nic innego nie pozostaje jak tylko to sprawdzić.
- Śledzik idź do Valki, weź księgę i leć do Akademii. Prowadzisz zajęcia do czasu, aż nie wrócę.  Ty Sączysmark zostań tu i pomóż Pyskaczowi. Wichura! - Wydałam wszystkim polecenia po czym wsiadła na swojego smoka, który momentalnie zjawił się zza drewnianej chaty.
-Ale..-Sączysmark próbował się wywinąć jednak przerwałam mu nim zdążył powiedzieć cokolwiek.
- Do roboty! -Krzyknęłam w jego stronę po czym wzbiłam się w powietrze. Kiedy byłam już dość wysoko wypuściłam głośno powietrze z płuc.  Ten dzień dopiero się zaczął, a ja już zaczynam mieć po woli dosyć. Każdy coś chce ode mnie.  Poklepałam przyjaciółkę po chropowatej szyi pokrytej łuskami, by chociaż jej sprawić jakąkolwiek  przyjemność w tym pokręconym dniu. Znajdując się na wysokości chmur dostrzegłam duży i obszerny statek.  Na pewno nie należał do nas, ani do sąsiednich wysp.
- No dalej Wichura. - Nachyliłam się do przodu by Smok poleciał w dół, co oczywiście uczynił.  Dolatywałam już prawie do łajby kiedy wystrzelono w moja stronę sieć.  W ostatnim momencie udało nam się zrobić unik. Zawisłam nad pokładem robiąc duży wiatr przez skrzydła Wichury. Wszyscy się zlecieli krzycząc. Na pokładzie byli sami mężczyźni oraz jedna dziewczyna o kruczoczarnych włosach.  Stała i patrzyła się na mnie wielkimi i przerażonymi oczyma. Nagle na środku stanął wysoki i dobrze zbudowany mężczyzna.
- Czego chcecie i czemu do jasnej cholery do mnie strzelacie?  Skoro płyniecie na naszą wyspę to przecież wiecie, że latamy na smokach! Poza tym handlarze już byli! - Krzyknęłam w ich stronę  groźnym wyrazem twarzy. W tej chwili zależało mi tyko na tym by dowiedzieć się kim są i po co do nas płyną.
- Mamy kilka rzeczy na wymianę! Przepraszam za kolegę nie jest przyzwyczajony do widoku oswojonych smoków. A zwłaszcza do latających na nich piękności. - Mężczyzna odpowiedział mi z olbrzymią pewnością siebie. Gdy wypowiadał ostanie zdanie na jego twarzy pojawił się zadziorny i chytry uśmieszek. Przerzuciłam tylko oczami wypuszczając powietrze z płuc.  Coś mi się w tym wszystkim nie podobało.  Nie mieli nawet flagi na maszcie. Dodatkowo widziałam wiszące smocze skóry. Skrzywiłam się lekko na ten widok. Z całą pewnością oni nie mają dobrych zamiarów.
- Odpłyńcie stąd za nim polecę po resztę jeźdźców! - Czarnowłosa dziewczyna chciała coś  odpowiedzieć jednak nie miałam czasu wdawać się teraz z nią w dyskusję.  Wichura doskonale wiedziała co miałam na myśli.  Ruszyła ogonem ciskając w nich kolcami,  które powbijały się w deski statku.  Ten "umięśniony" wykonał nie zrozumiałe mi gesty ręką i od razu zmienili położenie żagli w przeciwną stronę. Popatrzyłam przez chwile na lustrującą mnie wzrokiem dziewczynę.  W jej oczach było coś dziwnego.  Można by powiedzieć, że płonął w nich ogień.  Wtedy przypomniałam sobie siebie samą z przed 5 lat. Wtedy gdy byłam bezlitosną morderczynią smoków.  Potrząsnęłam głową by pozbyć się czarnych myśli. Nie mam tu nic więcej do roboty. Nie ma co tracić czasu na tych ludzi.

- Dalej Maleńka,  wracajmy.- Zwróciłam się miło w stronę Wichury, która zaskrzeczała i zaczęła lecieć w stronę wyspy. Oni wszyscy na tej łajbie wyglądali naprawdę dziwnie.  Trzeba powiedzieć reszcie by częściej patrolowali teren.  Gdyby byli handlarzami nie strzelali by do mnie. Ich zachowanie mówiło samo za siebie w dodatku widziałam ich pierwszy raz. Obleciałam jeszcze całą wyspę dookoła, jednak tu wszystko było w porządku. Skoro nikt nie wie gdzie dokładnie jestem to czemu by nie skorzystać z okazji i nie zabawić się chociaż przez krótką chwilę? Spojrzałam znacząco w oczy Wichury, która akurat przekręciła łeb w moją stronę i już po chwili wznosiłyśmy się ponad chmurami. Słońce lekko mnie oślepiało jednak nie było to wielką przeszkodą. Narzuciłam futrzany kaptur na głowę by było mi cieplej i przymknęłam na chwilę oczy by móc nacieszyć się tą chwilą. Gdy wrócę do wioski będę musiała pracować dalej. Schyliłam się by dotknąć dłonią skroplonej wody. Uwielbiałam takie chwilę jak te. Byłam praktycznie sama i do tego wolna. Nic i nikt nie mógł mi przeszkodzić. Przymknęłam oczy by zatrzymać czas w miejscu oraz rozłożyłam ręce szeroko. Lecąc i nic nie widząc człowiek całkowicie oddaje się we władanie swojemu ukochanemu smokowi. Powierza mu swój los i tym samym pogłębia swoje zaufanie. Czułam się jak bym dosłownie rozpływała się w powietrzu. Nie chciałam przerywać tego wszystkiego jednak obowiązki mimo wszystko są ważniejsze. Kiedy Stoik żył wszystko było łatwiejsze. Mi również go brakuje w jakimś stopniu. Na pewno nie tak bardzo jak Czkawce, ale jednak. Przecież jak by nie patrzeć był naszym wodzem. Do tej pory to on zajmował się wszystkim, my robiliśmy co nam się żywnie podobało. Nie raz uciekaliśmy na całe dnie tylko po to by nie słuchać jego opowieści, lub kiedy chciał poważnie porozmawiać z Czkawką. Teraz już tego nie ma. Teraz to na nas spoczywa cała wioska. Dla Czkawki bycie wodzem jest niewyobrażalnym zaszczytem, ale i ogromną odpowiedzialnością, tak samo jak dla mnie przez wiążące nas stosunki.

 Nachyliłam się lekko do przodu by Wichura podleciała niżej. Już po kilku sekundach wleciałam na arenę. Moje oczy od razu spostrzegły Śledzika, bliźniaków którzy tłukli się drewnianymi tarczami oraz grupkę dzieciaków stojących wokół Sztukamięsa Podeszłam do blondyna trzymającego księgę w ręku.
- Astrid dobrze, że jesteś.- Podał mi ją radośnie, po jej przejęciu od razu otworzyłam na Zębirogu Zamkogłowym. Mieliśmy dzisiaj omawiać Nocną Furię ale oczywiście tamci musieli polecieć.
- Śledzik dam sobie radę. Jak chcesz możesz już iść, ale przeleć się co jakiś czas nad wyspą, zwłaszcza nad północną częścią. Przegoniłam stamtąd statek, ludzie na nim byli jacyś dziwni i podawali się za handlarzy. Miej oko na tamten rejon.- Zwróciłam się do przyjaciela lekko gestykulując prawą ręką. On tylko szybko przytaknął, przecisnął się przez grupkę dzieci, wsiadł na swojego smoka i odleciał. Gdy mnie mijał krzyknął tylko szybkie "powodzenia" i "widzimy się później". Pomachałam mu i w tej samej chwili dzieciaki oblepiły mnie z każdej strony, piszcząc i się śmiejąc. Spojrzałam na Szpadkę i Mieczyka dalej ze sobą walczących. Chwyciłam niewielki kamień leżący obok mojej nogi i rzuciłam w nich. Natychmiast spojrzeli na mnie ze zdziwieniem.
- O cześć Astrid! Dawno przyleciałaś?- Mieczyk uśmiechnął się do mnie niewinnie drapiąc się w tył głowy, na co tylko pokiwałam głową.
- Bierzcie się do roboty. Trzeba im pokazać jak działa gaz w połączeniu z iskrą.- Bliźniaki spojrzały po sobie śmiejąc się chytrze i od razu zawołali swego smoka, który wyłonił się zza wielkiej kamiennej ściany. Jestem prawie pewna, że był przy paśniku. Jaki właściciel taki smok. Wsiedli na niego i zaczęli działać. Na szczęście byli na tyle mądrzy, że rozniecili ogień w drugim końcu areny. Dzieciaki na widok zaprezentowanej "sztuczki" zrobiły głośne "ooooo". Potem jeszcze poopowiadałam im trochę o gatunku tego smoka po czym wszyscy się rozeszli. Jednak nie był to koniec bo przyszli następni i następni. Siedziałam na tej arenie ucząc do wczesnego wieczoru. Ostatnia grupa moich uczniów była strasznie zawiedziona ponieważ ostatnio obiecałam im, że przyprowadzę Szczerbatka. Miałam wziąć ich na małą przejażdżkę. Nie wiedziałam jak załagodzić tą sytuację i co im powiedzieć. Nie no ogólnie można by było walnąć prosto z mostu, że nie będzie Nocnej Furii gdyby nie to, że są to dzieci, które mogą się rozpłakać. Prawie zawsze prowadzę lekcję ze Śledzikiem, Czkawką lub Szpadką i Mieczykiem. Czasem jeszcze przyjdzie Sączysmark ale to tylko wtedy jak mu się nudzi. Na ogół jest zajęty bieganiem za Szpadaką. 
Teraz natomiast byłam całkiem sama  bo nasze "kochane" rodzeństwo wypięło się na mnie i poszli sobie nie pytając o nic.
Normalnie dałabym sobie radę, ale jestem już zmęczona. Po tych kilku godzinach opuściłam w końcu Akademie i skierowałam się w stronę domu, tylko po to by teraz wysłuchać różnych skarg, najczęściej były związane ze Szpadką i Mieczykiem więc takie uwagi puszczałam mimo uszu. Na szczęście reszta ludzi, którzy przyszli mówili po prostu czego im potrzeba. Oczywiście zapewniałam, że zadbam o to by niczego nie brakowało. Była u mnie prawie połowa wioski więc to wszystko znowu zajęło sporo czasu. Potem jeszcze pomogłam Valce przy karmieniu smoków znajdujących się w stajniach nosząc drewniane wiadra i kosze wypełnione rybami po brzegi. To mimo wszystko była chyba najgorsza robota dzisiejszego dnia, który niestety jeszcze się nie kończył. Gdyby tego było mało musiałam iść jeszcze raz do Pyskacza ponieważ Smark się ulotnił. Jednak i tutaj ktoś co chwilę mnie wołał w jakiejś sprawie. Prawie, że do samej nocy biegałam w tą i z powrotem w mniej lub bardziej ważnych sprawach. Dodatkowo zaczęło lać, byłam cała przemoczona więc  udałam się  do mojej przyszłej teściowej pomóc jej z kolacją. Czkawka nie wrócił do tej pory i jego matka zaczęła się już po woli martwić. Ja byłam zbyt zmęczona aby myśleć o tym kiedy w końcu wróci. Wyszłam z domu jeszcze tylko na chwilę by nakarmić Wichurę. Na zewnątrz było prawie, że zupełnie ciemno.  Jedynymi źródłami światła był srebrny księżyc, gwiazdy i parę płonących pochodni.  Chwyciłam wiaderko wypełnione rybami po brzegi,  a następnie wyspałam je do drewnianego paśnika by Smok mógł się najeść.  Patrzyłam trochę na to jak pożera obślizgłe stworzenia  po czym podrapałam ją po głowie.  Jednak moja przyjaciółka była zbyt zajęta jedzeniem by zareagować na moje pieszczoty.  Pokiwałam głową lekko się uśmiechając po czym weszłam z powrotem do domu.  Valka zamiatała podłogę, a ja usiadłam przed kominkiem ogrzewają się. Dodatkowo brunetka podła mi kubek z gorącą herbatą z dodatkiem ziół. Ostrożnie upijałam łyk po łyku gorącej cieczy uważając by się przy tym nie poparzyć. Czułam jak płyn wypełnia mój zmrożony żołądek. Herbata po nie długim czasie rozgrzała moje wnętrze. Odstawiłam kubek i zatarłam ręce siadając do stołu. Musiałam dokończyć uzupełnianie Księgi Smoków. Jednak za nim wzięłam się do pracy odpięłam kaptur,  zdjęłam wszystkie ochraniacze oraz inne futrzane elementy.  Wiem że za chwile będę musiała zakładać wszystko od nowa jak będę wracała do siebie, ale tak było mi wygodniej pracować. Otworzyłam stronę na Wrzeńcu by uzupełnić kilka informacji. Starałam się robić to jak najlepiej jednak po dłuższym czasie zaczęłam usypiać. Walczyłam z tym dość długo, lecz na próżno. Po dłuższym zmaganiu się z opadającymi powiekami usnęłam z głową i rękoma położonymi na książce i stole.

*

Valka właśnie kończyła robić kolacje.  Gdy się odwróciła ujrzała śpiąca Astrid w dość nie wygodnej pozycji. Pokiwała przecząco głową po czym podeszła do niej i nakryła wełnianym kocem.  Zrobiło się jej szkoda dziewczyny, w końcu cały dzień wszystkim pomagała i ciężko pracowała.  Była lekko zdenerwowana na Czkawkę za to, że jeszcze nie wrócił oraz iż  zostawił Astrid samą ze wszystkim.  Jednak było już naprawdę późno wiec zamartwianie się o niego wzięło górę.  Wtedy drzwi chaty otworzyły się, a do pomieszczenia wszedł dość rozradowany Czkawka oraz Szczerbatek. Kobieta spojrzała na niego z ulgą przytulając go od razu. 
- Gdzieś ty się podziewał?- Valka położyła mu dłonie na ramionach spoglądając na twarz Bruneta. Mówiła szeptem by nie obudzić Astrid co od razu wzbudziło zainwestowanie Czkawki.
- Mamo czemu szepczesz?- Spojrzał na nią pytająco, Valka przesunęła się w bok by pokazać mu o co chodzi. Kiedy ujrzał Astrid śpiąca przy stole uśmiechnął się delikatnie i podszedł do niej. Zdjął z niej brązowy koc i wziął na ręce. Dziewczyna mimo,  że spała odruchowo wtuliła się w jego tors. Czkawka spojrzał na matkę znacząco i udał się z nią na górę do swojego pokoju. Szczerbatek szedł za nimi asekurując ich by przypadkiem nie spadli ze schodów.  Chłopak uchylił drzwi i lekko się zdziwił porządkiem panującym wewnątrz. Położył dziewczynę na łóżku przykrywając ją zgniło-zieloną pościelą.  Zapalił jeszcze jedną świeczkę od tej palącej się na szafce przy łóżku.  Popatrzył przez chwile na Astrid po czym wrócił na dół.  Smok został w jego pokoju leżąc zwinięty w kłębek pod oknem.  Czkawka zamknął księgę, wcześniej zerkając na to co zostało dzisiaj dopisane.
- I jak, znalazłeś coś dzisiaj? - Valka spojrzała na niego radośnie pod czas ponownego zmiatania podłogi.  Ten tylko pokiwał przecząco głową, wzruszając ramionami wraz ze zrezygnowanym wyrazem twarzy.
- Co do smoków to kompletnie nic.  A ogólnie to tylko nową wyspę na zachód od Berk.  Jednak przeszukałem cześć tamtego lasu i nie znalazłem nic interesującego. Trzeba będzie jeszcze tam polecieć I sprawdzić resztę... Może w końcu znajdę drugą Nocna Furie.- Czkawka zaczął gestykulować rękoma opowiadając tym samym z wielkim zapałem.  W jego zielonych oczach tańczyły iskierki na myśl o długo poszukiwanym smoku.- Matka zaczęła cicho się śmiać z reakcji jej syna.  Widziała w nim siebie samą, wtedy gdy chodziło o smoki.  Jednak zdała sobie sprawę, że musi trochę przypilnować syna by nie uciekł jutro, tak jak dzisiaj i nie zostawił wszystkiego na głowie Astrid.
- Czkawka nie leć jutro nigdzie. Astrid naprawdę się dziś napracowała, jeśli jutro też będzie musiała to nie zdziwiłabym się gdyby coś ci zrobiła . - Valka ponownie zaczęła się śmiać.  Nie umiała zganić Czkawki, poza tym miał już dwadzieścia lat.  Ten tylko uśmiechał się pokazując białe ząbki i pokiwał głową na znak,  że rozumie.
- Wiem mamo, myślałem że wrócę wcześniej jednak po drodze trochę się zgubiliśmy. Jutro nadrobię dzisiejszy dzień.- Czkawka ułożył wargi w jedną cieniutką linie kiwając głową po czym chwycił książkę oraz resztę garderoby Astrid i wrócił do siebie. Wcześniej jednak powiedział Valce czułe "dobranoc", na co odpowiedziała tym samym. Po przekroczeniu progu pokoju położył rzeczy jego dziewczyny na krześle pod oknem, a księgę wsunął pod łóżko. Szczerbatek zdążył już zasnąć na drewnianym, nierówno wyciętym "posłaniu" jeśli można to tak nazwać. Czkawka na ten widok uśmiechnął się lekko po czym zdjął z siebie nadal nieco mokre ubrania i założył nowe. Zdmuchnął jedną świeczkę i wsunął się pod pościel obok blondynki. Astrid dosłownie na chwilę przebudziła się tylko po to by wtulić się w bruneta. Pocałował ją w czubek głowy, a następnie sam zamknął oczy by już po chwili zapaść w błogi i ukochany sen.
*
Słońce już dawno wkradło się do pokoju przez okno. Wiatr dmuchał w bok chaty tak iż niektóre deski lekko skrzypiały. W powietrzu unosił się słonawy zapach wody morskiej lecz mimo to było wyjątkowo lekkie i przyjemne. Dzisiejszy dzień pod względem pogody zapowiadał się naprawdę dobrze. Z zewnątrz słychać było krzyki i śmiech dzieci, trzepot skrzydeł smoków oraz dużo więcej innych różnorakich dźwięków. Z resztą co się dziwić, o tej porze wioska zaczynała wracać do życia. Czkawka otworzył zaspane oczy ponieważ obudził go Szczerbatek potrącaniem nosem w jego prawe ramię. Smok spojrzał na niego znacząco, a następnie na swój ogon. Chłopak od razu wiedział o co chodzi, tak jakby czytał mu w myślach.
- Szczerbatek nie teraz, przepraszam cię ale mam dzisiaj dużo pracy Mordko. Nie mogę iść teraz polatać, ale Astrid na pewno się zgodzi. Poczekaj aż wstanie.- Brunet pogłaskał przyjaciela po jego czarnym, pokrytym łuskami łbie. Smok przymrużył oczy i wydał z siebie lekki pomruk. Nie mógł się doczekać, aż dziewczyna zabierze go na przelot. Uwielbiał z nią latać tak samo jak z Czkawką. Chłopak spojrzał na śpiącą jeszcze blondynkę i uśmiechnął się szeroko na widok, który właśnie ujrzał. Jedynym momentem, w którym Astrid wyglądała na bezbronną i niebywale uroczą był czas jej snu. Ktoś kto jej nie znał z pewnością uznałby ją z niewinną i kruchą istotkę, którą w rzeczywistości wcale nie była. Czkawka podniósł się leniwie, przeciągnął po czym z uśmiechem na ustach zszedł na dół razem ze swoim, czarnym przyjacielem. Na miejscu zastał parzącą herbatę Valkę. Na jego widok rozpromieniła się od ucha do ucha.
- Dzień dobry!- Brunet rzucił do niej nadal się uśmiechając.
- Oj dobry, dobry. Astrid jeszcze nie wstała?- Brunetka spojrzała na niego z zaciekawieniem trzymając w ręku liście jakiejś rośliny. Czkawka pokiwał tylko głową przecząco po czym zabrał się za robienie śniadania.
- Wydaje się być bardzo zmęczona, niech się wyśpi w końcu zasłużyła na to.- Brunet odpowiedział na pytanie matki i rozbił jajko w celu zrobienia jajecznicy. Wtedy niepostrzeżenie do pomieszczenia weszła już kompletnie ubrana blondynka. Spała w ubraniu więc dopięła sobie tylko kaptur i ochraniacze co nie zajmuje sporo czasu. Przywitała się z nimi, krótkim "dzień dobry" i zajęła miejsce przy stole cicho ziewając.
- Jak się spało?-Valka spytała się jej z czułością wymalowaną na twarzy.
- Dobrze, tylko Czkawka się strasznie rozpycha.- Spojrzała na chłopaka zadziornie, na co ten uniósł drewnianą łyżkę, którą trzymał w prawej dłoni.
- Ja? A kto mnie ścisnął i trzymał całą noc?- Brunet udał urażonego, na co  Astrid uśmiechnęła się szeroko lecz w końcu musiała coś odpowiedzieć.
- Trzeba było mnie zanieść do drugiego pokoju. Ja nie nalegałam by spać z tobą. Sam tego chciałeś. Poza tym od kiedy ci się nie podoba to, że się  do ciebie przytulam co? Następnym razem śpij ze Szczerbatkiem, on na pewno cię nie ściśnie. Najwyżej udusi przez sen.-Astrid wskazała na smoka na co ten przekręcił głowę w bok i przyszedł do niej by ta pogłaskała go po pysku co oczywiście uczyniła. Czkawka wypuścił powietrze z płuc, przygarbił się lekko i spuścił głowę na znak rezygnacji.
- Niech będzie, że to ja się rozpychałem.- Valka obserwując ich zachowanie zaśmiała się cicho pod nosem. Cieszyła się wiedząc, że ta dwójka naprawdę się kocha i są ze sobą szczęśliwi. Postawiła przed Astrid kubek gorącego napoju po czym udała się w stronę wyjścia.
- Dzieciaki, ja idę pozbierać trochę ziół wrócę pod wieczór, do zobaczenia!- Rzuciła szybko w ich stronę po czym opuściła dom.
- Naprawdę się rozpycham?-Czkawka spojrzał na Astrid z wielkim zaciekawieniem w oczach. Ta tylko pokiwała przecząco głową śmiejąc się z Bruneta. Posłał jej ostrzegawcze spojrzenie po czym podszedł do niej z dwoma talerzami wypełnionymi jedzeniem. Podał jej jeden po czym sam usiadł obok i zaczął spożywać śniadanie. W pewnym momencie spojrzał na Astrid, która trzymała w ręku kubek z parującą cieczą.- Astrid, przepraszam za wczoraj. Ale obiecuję, że dzisiaj to ja się wszystkim zajmę!- Chłopak zaczął gestykulować i zmienił ton na bardzo wesoły by jego dziewczyna przyjęła przeprosiny. Nie chciał teraz słuchać kazań mimo, że Astrid prawiła mu je tylko wtedy gdy naprawdę była na niego wściekła. Blondynka spojrzała na niego zadziornie z chytrym uśmieszkiem.
- Nie obiecuj tylko to zrób. Pamiętaj, że miałeś mi wynagrodzić wczorajszy dzień, ale nie ma to być twoja praca. Ja ci pomogę we wszystkim, a potem w końcu będziemy mieli trochę wolnego czasu.-Postawiła napój z powrotem na stół po czym położyła rękę bezwładnie na drewnianym blacie. Czkawka nie wiedział co powiedzieć, zastanawiał się co tu wymyślić. Po chwili coś wpadło mu do głowy, pokiwał nią z zamyśloną miną.
- Mam już pewien pomysł, spodoba ci się.- Uśmiechnął się szeroko do Astrid, która odwzajemniła ten gest i oboje wrócili do jedzenia jajecznicy. Taaaa jajecznica drugi dzień z rzędu ale da się przeżyć. Czkawka naprawdę dobrze gotował, jednak wiedziały o tym tylko Valka i Astrid. Blondynka bardzo, rzadko sama robiła sobie śniadania, czy inne dania. Najczęściej robił to Czkawka, tak jak dzisiaj. Dziewczyna rozmyślała przez resztę posiłku co zamierza Czkawka, była ciekawa co takiego wymyślił. Już dawno nie pamięta kiedy spędziła jakiś dzień z chłopakiem sam na sam. Albo on gdzieś znikał albo mieli dużo pracy i nadmiar obowiązków. Sama nie wiedziała kiedy jajka znikły z jej talerza. Po raz kolejny wzięła kubek do ręki i upiła kilka łyków.
-Czkawka znalazłeś wczoraj tą nocną furię?- Odwróciła się do niego i spojrzała w zielone oczy wypełnione iskierkami. Jednak ten tylko wzruszył ramionami i pokiwał przecząco głową.
- Nic oprócz krzaków i tego "czegoś" co chce ci pokazać.-  Astrid Nie zdążyła nic odpowiedzieć ponieważ do pomieszczenia wpadł zdyszany Śledzik.   Chłopak bardzo szybko łapał powietrze do płuc jedną ręką trzymając się za brzuch, a drugą opierając się o drzwi. Czkawka i Astrid spojrzeli po sobie podejrzliwie , a następne bardzo szybko podeszli do chłopaka.
- Śledzik mów co się stało.- Brunet położył rękę na ramieniu przyjaciela by ten w końcu coś wydukał.
- Pożar!- W końcu wydusił z siebie wiadomość, którą miał przekazać. Para bez zastanowienia wybiegła z domu, Czkawka wskoczył na Szczerbatka i już po chwili unosił się w powietrzu. Niedługo po nim Astrid wykonała to samo, dogoniła chłopaka i nim się obejrzeli lecieli już obok siebie. Z góry ujrzeli pełno ludzi biegających z wiadrami. W powietrzu unosiła się chmura czarnego, duszącego dymu. Ogień był dość spory, okazało się iż paliła się jedna z chat oraz kawałek lasu. Na szczęście ten dom był w fatalnym stanie i nikt w nim nie mieszkał. Do Astrid i Czkawki w nie nagannym tempie dołączyła reszta ich przyjaciół. Cała wioska zaczęła gasić płomienie. Jeźdźcy brali podawane im wiadra wypełnione wodą i gasili płomienie z góry. Mimo to minęła naprawdę sporo czasu za nim pożar udało się ugasić. Teraz na miejscu drewnianej chaty stał czarny popalony szkielet. W powietrzu nadal unosił się nie przyjemny zapach sadzy, a gorące podłoże wciąż parowało. Ludzie w końcu się rozeszli i została tylko grupka przyjaciół. Wszyscy stali w kółku myśląc jak do tego doszło.
- A wy gdzie byliście co?- Czkawka spojrzał na bliźniaków, którzy byli nadzwyczajnie spokojni.
- Zaraz, ty nas podejrzewasz?!- Mieczyk zaczął gestykulować rękoma, na co jego siostra walnęła go w tył głowy. 

- Ej weź ty mnie nie wal! Bo jak ja cię walne to... to...- Mieczyk stanął twarzą w twarz z siostrą grożąc jej palcem z wyraźnie rozdrażnioną miną. 
- To co mi zrobisz?!- Szpadka walnęła swojego brata jeszcze raz w głowę tym razem mocniej. I oto chwila spokoju właśnie się skończyła. Rodzeństwo zaczęło okładać się niemiłosiernie pięściami. Astrid pokiwała głową z dezaprobaty i zwróciła się do Sączysmarka.
- A ty?- Uniosła jedną brew do góry i skrzyżowała ręce na piersiach.
- O nie mnie też nie wrobicie! Ja byłem ze Szpadką i Mieczykiem na patrolu. A może to byłaś ty Maleńka?- Chłopak przysunął się do Astrid i uśmiechnął się do niej zadziornie trzepocząc przy tym rzęsami. Blondynka spiorunowała go wzrokiem mordercy na co ten wzruszył ramionami i poszedł sobie jak by nigdy nic.
- Jakieś dziwne to, nikogo nie było w pobliżu. Żaden ze smoków nie mógł tego zrobić bo prawie wszystkie są jeszcze w stajni.-Czkawka zwrócił się w stronę zamyślonej dziewczyny. Przytaknęła mu głaszcząc Wichurę.
- Wiem, ale dajmy temu na razie spokój w końcu Pyskacz na pewno na ciebie czeka.- Dziewczyna poklepała Czkawkę po ramieniu mijając go na co ten przewrócił oczyma.
- Astrid mam prośbę.- Brunet zwrócił się w jej stronę. Blondynka odwróciła się do niego ze znakiem zapytania wymalowanym na twarzy.
- Nie, nie zastąpię cię u Pyskacza.- Wyprzedziła dalszą część jego wypowiedzi grożąc palcem.
- Nie, nie o to chodzi.- Czkawka zaczął wymachiwać rękoma w zaprzeczeniu, podszedł do Szczerbatka i pociągnął wajchę przy siodle tak iż lotka na ogonie smoka się rozłożyła.- Mogłabyś?- Spojrzał na dziewczynę radośnie na co ta tylko z zadowoleniem pokiwała głową, podeszła do smoka, wsiadła na niego i przypięła się do siodła dzięki metalowemu zapięciu. Szczerbatek spojrzał się na nią od boku szczerząc się radośnie. Pomachał ogonem w różne strony by Astrid zmieniła już położenie lotki.
- Ja też mam prośbę, nakarm Wichurę.- Blondynka uśmiechnęła się szeroko do Czkawki i puściła mu oczko.
- Jasne tylko nie zmęcz mi go za bardzo bo potem nie będzie miał siły lecieć. No chyba, że nie chcesz abym pokazał ci coś fajnego.- Czkawka skrzyżował ręce na torsie z zadziornym uśmieszkiem jednak po chwili oboje zaczęli się śmiać.
- Dobra, idź już bo oberwiesz od Pyskacza.- Astrid zmieniła położenie lotki dzięki czemu wystrzelili do góry jak z procy. Czkawka pokiwał głową z niedowierzaniem śmiejąc się przy tym, popatrzył przez kilka sekund na wygłupy Szczerbatka i Astrid po czym poszedł w stronę kuźni. Kiedy zobaczył go Pyskacz od razu uśmiechnął się na powitanie, jedną ręką złapał się pod bok, a drugą zaczął gestykulować.
- No no! Kogo to moje oczy widzą. W końcu się pojawiłeś.- Blondyn pokiwał głową z przekorą, na co Czkawka potarł lewe ramię prawą dłonią.
- Oj no wiesz, tak jakoś wyszło.- Brunet posłał przepraszające spojrzenie i potarł kark.
- Dobra, skończmy gadać praca czeka. A i coś ci powiem. Ty lepiej pilnuj tej Astrid bo lepszej dziewczyny to ty nie znajdziesz.- Pyskacz poklepał go po plecach tak iż chłopak zachwiał się. Nie wiele by brakowało a wylądował by na ziemi. Kiedy złapał równowagę przeanalizował w głowie usłyszane słowa. Uśmiechnął się bardzo delikatnie, ledwo widocznie i pokiwał głową.- No Czkawka dalej, idź tnij drewno.

*
Astrid leciała tuż nad taflą wody z zawrotną prędkością. Wraz ze Szczerbatkiem zostawiali za sobą tylko podłużny ślad na wodzie. Dziewczyna leciała z przymrużonymi oczyma ponieważ wiatr uniemożliwiał jej normalne rozpatrywanie okolicy. Cel podróży pozostawiła smokowi. Akurat w tym momencie gnali w stronę nieba, w pewnym momencie Blondynka zmieniła położenie stopy i tym samym lotka na ogonie smoka rozłożyła się. Szczerbek rozłożył skrzydła i prąd powietrza zarzucił nimi do tyłu. Astrid postanowiła zrobić coś bardziej szalonego. 
- Dalej Szczerbatek, leć wyżej.- Smok na usłyszane polecenie z powrotem skierował się w stronę nieba. Gdy byli już naprawdę wysoko, wyżej niż chmury Astrid odpięła się i popatrzyła w zielone oczy smoka, który czekał na jej dalsze polecenia.
- Gotowy?- Pogłaskała smoka po głowie, Szczerbatek wydobył z siebie krótki ryk na znak, że mogą zaczynać. Blondynka zmieniła po raz kolejny położenie lotki i zsunęła się na bok spadając w dół. Zaraz za nią zrobił to samo Szczerbatek i po chwili spadali ku ziemi twarzą w twarz uśmiechając się do siebie. Smok  wystawił długi język, który pod wpływem powietrza sięgał mu prawie do 
oka co rozbawiło Astrid. Kiedy widzieli, że ziemia jest blisko Złotowłosa wdrapała się na smoka, zapięła z powrotem i przekręciła nogę. Materiał na ogonie rozłożył się i po raz kolejny wielkie czarne skrzydła rozłożyły się jednak tylko na tyle by mogli wyprostować i polecieć prosto, po raz kolejny nad taflą wody z dużą prędkością. Jednak oboje nie zauważyli olbrzymiej góry. Lecieli wprost na nią, Astrid lekko spanikowała i wtedy Szczerbatek strzelił w ogrom głazów niebieskim promieniem, jednak w ostatnim momencie jakimś cudem udało się im ją wyminąć. Było to możliwe dzięki ich szybkiej reakcji. Blondynka natychmiastowo ruszyła nogą, Smok w tym samym momencie jak by czytał jej w myślach zrobił to samo ze swoimi skrzydłami. Unieśli się do góry lecąc wzdłuż góry po czym wyprostowali dopiero wtedy, gdy byli daleko nad nią. Astrid odetchnęła z ulgą wyginając skrzyżowane dłonie, przez co wydobył się z nich odgłos pstrykających kostek.  Po kilku sekundach usłyszeli okropny hałas, gdy się odwrócili dostrzegli jak ta ogromna góra runie w dół. Astrid uchyliła lekko usta, a potem spojrzała na przyjaciela równie zdziwionego jak i ona. Mimo tego małego incydentu polecieli po raz kolejny ponad chmury, tym razem już spokojnie. Szczerbatek sapnął na znak, że jest nieco zły na dziewczynę, za to co mogło by się stać. Astrid pogłaskała go po karku po czym nachyliła się od boku by móc spojrzeć mu w oczy.
- No przepraszam, będę bardziej uważać, mój błąd przyznaje.- Smok uniósł uszy do góry i zerknął na nią z udawaną obrazą jednak po chwili pokiwał łbem i skupił się z powrotem na locie. Słońce pięknie prześwitywało przez puchate chmury tworząc tym samym gdzie nie gdzie pomarańczową poświatę. Blondynka przejechała dłonią po białym obłoku, który rozmywał się z każdym zetknięciem z jej skórą. Wiatr targał jej pięknie uplecionym warkoczem, zimne powietrze przeszywało każdy skrawek jej ciała jednak nie przeszkadzało jej to. W tej chwili uczucie towarzyszące jej przy lataniu na Szczerbatku było silniejsze niż niska temperatura. Astrid położyła się na plecach by podziwiać dokładniej to co znajdowało się nad nimi. Uwielbiała to robić, miała wrażenie jak by rozpływała się w przestrzeni. Po dłużej chwili wróciła myślami do Smoka, podniosła się i zwróciła ku niemu.
- To co teraz Mordko? Wracamy do wioski?- Szczerbatek zmienił położenie skrzydeł, a dziewczyna lotki po to by mogli stopniowo opaść w dół prosto w stronę Berk. Było to odpowiedzią na zadane pytanie. Po wylądowaniu od razu udali się do Czkawki, który znajdował się już na arenie. Kiedy ich zobaczył rozpromienił się niebywale. Przywitał się z przyjacielem poprzez wylizanie buzi Czkawki przez smoka.
- I jak było?- Spojrzał na Złotowłosą, która wzruszyła ramionami z uśmiechem na ustach.
- Świetnie ja zawsze, no może oprócz tego, że skosiliśmy jedną górę.- Czkawka zaśmiał się z niedowierzaniem, na co Astrid uderzyła go z pięści w ramię.
- Cicho bądź, ty masz ich więcej na swoim koncie.-Brunet potarł lekko obolałe ramię i uniósł ręce w obronnym geście.- Jak ci idzie?- Astrid oparła się łokciem o ramię chłopaka patrząc na biegające w kółko małolaty oraz na Śledzika próbującego ich uspokoić. Czkawka złapał ją w pasie i przyciągnął jeszcze bliżej siebie.
- Mogło by być lepiej. Nie mam zbytniej ochoty tu siedzieć.  Przecież w końcu Śledzik mógłby dalej sam poprowadzić lekcje.- Czkawka posłał Blondynce znaczące spojrzenie, na co ta tylko uśmiechnęła się chytrze.
- Zrywamy się? Tylko jak to zrobić by nikt nie widział, bo znowu nam się oberwie.- Dziewczyna spojrzała to na niego to na dzieciaki, Czkawka podrapał się po głowie po czym wpadł na pewien pomysł.
- Szczerek, idź po Wichurę i czekaj z nią za zbrojownią, dasz radę prawda?- Brunet kucnął przy przyjacielu i mówiąc szeptem dał mu wskazówki co ma robić. Szczerbatkowi powiększyły się źrenice, a jego uszy stanęły na samym czubku łba i nim się spostrzegli smok wyszedł po woli z areny. Chłopak pociągnął Astrid za dłoń wprost do środka składziku z paszami dla owiec. Czkawka przesunął niewielki worek z ziarnem po czym podniósł drewnianą klapę w podłodze. Odsłoniła ona kamienne, strome schody oraz korytarz. Obje zeszli bardzo ostrożnie zamykając za sobą wejście.
- Nie wiedziałam, że tak można. Kiedy znalazłeś tą drogę?- Blondynka rozglądał się dookoła mimo panujących ciemności, które rozświetlała nie wielka pochodnia trzymana przez Czkawkę.
- Kiedyś, z pięć lat temu gdy uciekałem przez zajęciami z zabijania smoków.- Wzruszył ramionami idąc dalej. Dziewczyna przytaknęła i uśmiechnę się lekko.
- Czyli to w ten sposób znikałeś po tym jak twój ojciec wręcz siłą doprowadzał cię na sam środek areny.- Astrid zaczęła się śmiać na co jej chłopak przewrócił oczyma.
- Było, minęło.-  Cała ich wędrówka w podziemiach nie trwała zbyt długo. Jednak największy problem sprawiły ogromne pajęczyny. Pozbywali się ich przy pomocy pochodni. Kiedy minęli wszystkie trudności wyszli przez stare drewniane drzwi i ujrzeli czekające na nich smoki oraz gęsty las. Zerknęli po sobie, na następnie czym prędzej wsiedli na swoich przyjaciół.- Leć za mną.- Czkawka odwrócił się do tyłu gdzie znajdowała się Astrid i wydał jej polecenie, na które przytaknęła. Szczerbatek poderwał się do góry, a zaraz za nim Wichura. Lecieli przez dłuższy czas pomiędzy wysokimi i starymi drzewami. Dookoła nie było żywej duszy. Słychać było tylko trzepot skrzydeł, świst chłodnego wiatru oraz szelest poruszanych przez niego liści. Zatrzymali się naprawdę daleko od wioski przed ogromną grotą powstałą przez narzucone na siebie i przewrócone głazy. Kiedy postawili nogi na ziemi Astrid spojrzała na Czkawkę krzywo lecz po chwili na jej twarzy widać było rozbawienie. Doskonale znała to miejsce, to tutaj przesiadywała gdy chciała pobyć sama. Jednak nie chciała psuć Brunetowi tej chwili. Widać było jaki jest radosny.
- Co jest w tej jaskini?- Dziewczyna podeszła do Czkawki i spojrzała to na niego to na olbrzymie skały podśmiewując się pod nosem.
- Chodź, to zobaczysz. Spodoba ci się.- Chłopak złapał Astrid za dłoń po czym pociągnął za sobą kierując się do wnętrza jaskini.


-----------------------------------------------------
Hejo Misiaki!
Jest w końcu pierwszy rozdział, jak się wam podoba? Wiem dużo tu Astrid i może jest trochę nudno ale dajcie mi się rozkręcić:D Obiecuje, że następny będzie lepszy:* Przepraszam was za różne literówki i pomyłki. Bardzo zachęcam was do komentowania, gdyż to bardzo motywuje:*
Do następnego!


8 komentarzy:

  1. Wreszcie doczytałam do końca, jupi! ^^
    Jak mnie ciekawi, co Czkawka chce pokazać Astrid, już się nie mogę doczekać :D
    A rozdział super ci wyszedł. Z zniecierpliwieniem czekam na następny :)
    Weny życzę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeju spodziewałam się krytyki czy coś, a tu proszę! Bardzo dziękuję za opinie to wiele dla mnie znaczy:D I teraz skaczę po domu i cieszę jak głupia z powodu, że ci się podoba. Miałam pewne obawy związane czy mi wyjdzie ten blog ale jak widać pomału wychodzi hahah :*

      Usuń
  2. Podobał mi się ten rozdział. ^^ Jak Czkawa mogł zostawić całą wioskę na głowie Astrid. Co za bezmózg. Ale wybaczam mu, meh ;_____; Mam nadzieje, że w tej jaskini będzie coś, co pozwoli mu zrekompensować ciężką pracę Astrid. :D
    Pozdrawiam i czekam na dalej :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeju twoja opinia jest dla mnie najwazniejsza na swiecie hah ogromnie sie ciesze, ze ci sie podoba. No zobaczymy co mu wyjdzie z tej jaskini:D ja rownierz pozdrawiam i do nastepnego!

      Usuń
  3. Czytałam wiele blogów, myślałam, że lepszego już nie znajdę, a tu twój... <3 Czekam z niecierpliwością na następny rozdział , dawaj szybko ;* Zakochałam się w tym rozdziale i blogu *_* Będę wchodzić codziennie i sprawdzać czy nie ma nowego rozdziału <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurczę! Ogromnie się cieszę, ze ci sie podoba. To naprawde wiele dla mnie znaczy! Postaram się dać rozdział jak najszybciej:* jszcze raz dziekuję i pozdrawiam!:*

      Usuń
  4. Super! Ciekawe, co jest w tej jaskini. Pisz dalej, pliss !!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Super! Ciekawe, co jest w tej jaskini. Pisz dalej, pliss !!!!!

    OdpowiedzUsuń